Wirtualne dzieci. Oto ukłon w stronę przyszłości

Marzy ci się bąbelek ale obawiasz się, że przerosną cię obowiązki związane z posiadaniem dziecka? Przychodzimy z pomocą! Szkrab na wyciągnięcie ręki. W grę wchodzi zabawa, przytulanie, uśmiechy i czułości. Wystarczy się zalogować.
Zrzut ekranu 2022-06-2 o 18.21.51.png

Według brytyjskiej ekspertki od sztucznej inteligencji Catriony Campbell, wprowadzanie na rynek "wirtualnych dzieci" to realny i praktyczny scenariusz. W przeciągu następnych 50 lat będzie to powszechny "element" każdej rodziny.

Wirtualnych rodziców Catriona określiła jako "pokolenie Tamagochi". Obawy odnośnie przeludnienia skłonią mieszkańców naszej planety do zaakceptowania cyfrowych dzieci jako alternatywa dla tradycyjnego modelu rodziny.

"Wirtualne dzieci mogą wydawać się gigantycznym przeskokiem z miejsca, w którym jesteśmy teraz, ale w ciągu 50 lat technologia rozwinie się do takiego stopnia, że ​​dzieci, które istnieją w metaverse, będą nieodróżnialne od tych w prawdziwym świecie. (...) Wraz z ewolucją metaverse jestem w stanie wyobrazić sobie, jak wirtualne dzieci staną się akceptowane i witane z otwartymi ramionami w społeczeństwach w większości krajów rozwiniętych" – pisała Campbell w książce AI by Design: A Plan For Living With Artificial Intelligence.

Drogą do pełnej interakcji z dzieckiem będą gogle, kamizelka i rękawice. Dzięki temu będziemy mogli nie tylko wysyłać informacje, ale także je odbierać. Technologia am sprawić, że wirtualne czynności będą do złudzenia przypominać te prawdziwe. 

Wśród najczęstszych przyczyn odnośnie niechęci do posiadania dzieci jest stawianie na rozwój i budowanie kariery. Później problemem jest stabilność finansowa, a następnie pojawia się obawa o przeludnienie i pójście w ślady chociażby Chin.

Wirtualne dzieci mają cieszyć się taką popularnością, jak w latach 90. japońskie Tamagotchi. Przepisem na sukces ma być prostota, brak zobowiązań i imitacja realnego rodzicielstwa. "Jesteśmy już na dobrej drodze do stworzenia pokolenia Tamagotchi, które pod każdym względem będą "prawdziwe" w oczach swoich rodziców" – mówiła Brytyjka.

Ktoś już w Polsce chyba "nawijał" o pokoleniu Tamagotchi. Quebo, może to czas na pozew? "Nasze pokolenie - Tamagotchi. Dziwne urządzenie bada oczy" – śpiewał.

Śpiewał także o CKM–ie, co chętnie wspominamy:
"Zanim założyłem label tak jak Wojtek – Prosto. 
To pod łóżkiem miałem CKM-a z Wojciechowską.
Może przez to właśnie przeleciałem cały świat,
By zrozumieć, że mam w głowie kosmos"

Wróćmy jednak do wirtualnych dzieci. Będą one znacznie przewyższać "Tamagotchi" ze względu na umiejętności tworzenia więzi i naukę, która będzie odbywać się w tempie rzeczywistego dorastania. Dodatkowo gdy "rodzice" się znudzą, nie będą musieli odczuwać wszelkich negatywnych skutków. 
Pamiętajmy, że Tamagotchi trzeba było się zajmować. Wystarczyły dwa klawisze, by je karmić i się z nim bawić. Gdy o tym zapominaliśmy, "zwierzątko" ginęło. Szczęśliwie z wirtualnymi dziećmi ma tak nie być. Całe szczęście, bo trauma mogłaby potem ciążyć na rodzicu, który uśmiercił szkraba. 


Dodał(a): Konrad Klimkiewicz Czwartek 02.06.2022